Menu:..

BLOGI
Blog Izy

agniechakkgazowane-mleko

Witam wszystkich na mojej stronie! CLICK


Zasady: Przede wszystkim nie życzę sobie reklam typu "fajny blog, wejdź do mnie", albo "przeczytałam wszystkie notki! Odwiedzisz mnie?" -> widząc coś takiego nie liczcie że się odwdzięcze. Treść komentarzy powinna zawierać adnotację do notki, ewentualnie odpowiedź lub powiadomienie o nowej notce - tylko tych których oto prosiłam. Z góry dziękuję za wysłuchanie.

Notka...



A żeby mi się chciało tak pisać, jak mi się pisać nie chcę.
Aczkolwiek, bym coś napisała ;)
niedziela, 2 grudnia 2007|00:04:28
Wpisz się | Zobacz wpisy [0]
Naskrobała Kitty Pryde :]



*MIASTO*

Magneto ruszył przed siebie. Biedna Mistique nie wiedziała dokąd zmierzają, jednak o nic nie pytając podążała za swoim partnerem.
- Dziwnie się czuję – Burknęła w końcu, po dłuższym czasie ciszy. Erick stanął i odwrócił się do niej przodem. Wiatr lekko rozwiewał im włosy, robiło się chłodno i Mistique zaczęła drżeć. Mężczyzna jednak tylko na nią spojrzał i wrócił do swojej wędrówki.
- Dziwnie, ba. Niektórzy mówią, że gen X jest dziwaczny. My jednak podchodzimy do tego inaczej, chcemy go odzyskać. Tracąc go uświadomiłem sobie, że nie mogę bez niego żyć!
- Nigdy nie mogłeś. – Wtrąciła się próbując dogonić swojego towarzysza.
- Racja, nigdy. Tak też nie pozwolę sobie go stracić! – Gwałtownie odwrócił się w stronę kobiety i złapał ją za ramiona. – I chyba wiem jak go odzyskać!
- Nie rozumiem… - Oświadczyła. Jej słowa były wymawiane bardzo powoli. Magneto zaczął ją przerażać, a w jego oczach była jakaś iskra. Już ją gdzieś widziała, tylko gdzie? Tak. To było wtedy. Wtedy, gdy myślał, że na ziemi zostaną tylko i wyłącznie mutanci. Mylił się, więc i teraz może się mylić.
- Jeszcze nie potrafię dokładnie sprecyzować jak to się stało, ale owy środek, wstrzyknięty mi uprzednio w ciało, przestaje działać! Siedziałem grając w szachy. Mój boże? Co te zwyczajne ludzkie geny ze mną zrobiły? – Uniósł ręce do góry i zaczął użalać się nad sobą. W każdym razie – otrząsnął się – Ruszyłem tym metalowym pionkiem. I nie, to nie był zwykły podmuch wiatru. Jestem pewien że to ja. To ciepło napływające przez moje ramie, to znowu powraca. Znowu!
- Nie masz jednak pewności, że tak się stało. Może poniosła cię wyobraźnia? – Zaczęła go uspokajać.
- Nie, jestem pewien tego co czułem.

niedziela, 16 września 2007|10:12:32
Wpisz się | Zobacz wpisy [8]
Naskrobała Kitty Pryde :]



**INSTYTU**
[jeden z korytarzy]

Bobby biegł przed siebie, mając nadzieję, że nikogo nie napotka. Trudno jednak wysunąć się z tak odważnym marzeniem, kiedy szkoła mieści sobie ponad dwustu uczniów.
- Iceman, Iceman! – Krzyczała za nim jakaś dziewczyna. Kiedy chłopak zatrzymał się, zobaczył blondynkę próbującą się przedrzeć przez uczniów. – Co się stało z Rogu? – Spojrzała na plecak – gdzieś się wybierasz?
- My się znamy?
- Owszem. Chodzimy ze sobą na zajęcia profesora McCoya. – Zaklopotana przeczesała ręką grzywkę. – To przeze mnie nie było zajęć w zeszłym tygodniu. Pamiętasz? Jak oszalała wybiegłam z Sali, właśnie przez ciebie. Stwierdziłam, że … - Nie dokończyła. Chłopak zupełnie ją olał, poprawił plecak i ruszył do drzwi. Emma, gdyż tak nazywała się owa dziewczyna, zdenerwowana złożyła ręce w pięści i dziarskim krokiem podeszła do Bobby’ego, mocno go szturchając. – Zdajesz sobie sprawę, z tego, że to nie grzecznie odchodzić od rozmówcy?
- Właściwie, to ty paplałaś, a ja nie mam na to czasu! – Odwrócił się i wyszedł.
- Ona i tak cie nie kocha! – Zawołała za nim i trzasnęła drzwiami, dając tym samym znać, że może nie wracać.
Bobby nie miał tego dnia szczęścia. Ledwo uwolnił się od jakiejś mutantki, a tu znowu ktoś staje mu na drodze.
- Logan. – burknął cicho, lecz wystarczająco głośno, by Wolverine to usłyszał.
- Dla ciebie Pan Logan. Co? Ty też uciekasz? Najpierw Marie, teraz ty? Nie żebym miał coś przeciwko, ale jak macie wrócić z małymi Icemanami, to ja umywam ręce.
- Zamknij się! – Odpowiedział mu oschle. Wrócił do swojej wędrówki. Ale właściwie w którą stronę miał isć? Czy Rogu chciała wrócić do domu, czy też zajechała do centrum coś zjeść. W końcu ta dziewczyna naprawdę nie miała gdzie się podziać. Instytut stał się jej jedynym domem, a wraz z jego opuszczeniem stawała się bezbronna.
- stawiam na hamburgera. Powiedział sam do siebie i wybrał się do centrum miasta.


Moja cierpliwość do pisania dobiegła końca.
Literki zaczęły się plątać.

poniedziałek, 18 czerwca 2007|16:53:37
Wpisz się | Zobacz wpisy [16]
Naskrobała Kitty Pryde :]



*Budynek z gazety*

Staruszek patrzył na Rogu z pogardą. Wyraźnie nie życzył sobie, aby jakaś smarkula go okłamywała. Skoro nie potrafi podać prawdziwego miejsca zamieszkania, to kto wie? Może zaraz po przyjęciu do pracy, zacznie okradać swojego pracodawcę.
- Jeśli chcesz mieć tę pracę, oczekuję stu procentowej prawdy, zrozumiano?
- Tak proszę pana. – Odpowiedziała nieśmiało. Zastanawiała się co może powiedzieć, aby nie skłamać, ale również nie opowiedzieć całkowitej prawdy. W końcu kto chciałby przyjąć dziewczynę, która posiada niewiarygodne zdolności? Przeklęty dar.
- Może najpierw usiądźmy. – Rogu powędrowała za mężczyzną, który kierował ich na jakieś dwa fotele przy stoliku. Kiedy usiedli mężczyzna złożył ręce i ujął dziewczynę wzrokiem.
- Zadam ci kilka pytań, a ty mi na nie odpowiesz SZCZERZE. – Może i nie było potrzebne, ale z całą pewnością sprawiło, że Rogu lekko zadrżała.
- Oczywiście. Zrozumiałam. – Potwierdziła.
- Gdzie mieszkasz?
- Właściwie, to obecnie jestem bez mieszkania.
- Dobrze się składa, będziesz mogła zamieszkać tutaj. – Dziewczyna wyszczerzyła się będąc już pewną, że dostanie tę pracę.
- Dziękuję.
- Nie dziękuj. Nie wiadomo czy spędzisz tu więcej niż dziesięć minut. Pytanie drugie. – Staruszek szybko przechodził do następnych pytań. Chciał mieć krótkie i zwięzłe odpowiedzi, to dało się wyczuć. Nie marnował swojego czasu. – Skrzywdziłaś kiedykolwiek, jakąkolwiek osobę, czy też zwierzynę? – Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Jest nieco podchwytliwe. Czy ma powiedzieć, że dotknęła chłopaka ustami a on cały zdrętwiał? Że przejęła jego wspomnienia i właśnie w tamtej chwili jej świat stanął do góry nogami?
- Właściwie, to tak. Ale to nie było nic poważnego, chłopak trafił tylko na kilka dni do szpitala, to wszystko. – W śpiączce, ale czy musiał to wiedzieć? - To było niechcący. – Zaczęła się tłumaczyć.
- Co zrobiłaś?
- Pocałowałam go. – Mogła wymyślić coś bardziej drastycznego.
- Gorąca z ciebie kobietka, co? Chodź, coś ci pokażę. – Starzec wstał i wyszedł z pomieszczenia. Dziewczyna ruszyła za nim.

wtorek, 1 maja 2007|20:12:46
Wpisz się | Zobacz wpisy [1]
Naskrobała Kitty Pryde :]



Nie minął nawet miesiąc, a tu nagle widzę napis "blog porzucony" Myślałam, że się załamię :/
Co to miało być?

Z tego co pamiętam, to nawet po trzech miesiącach, nikt nie kazał mi dodawać nowej notki, a tu proszę, po tak krótkim czasie komuś to przeszkadza xD
Nieładnie, no nieładnie ^ ^

I jeszcze bolą mnie plecy od prądów xDDDD
poniedziałek, 26 marca 2007|19:00:49
Wpisz się | Zobacz wpisy [1]
Naskrobała Kitty Pryde :]



* Budynek z gazety *

Dziewczyna stanęła przed owym blokiem. Wzięła głęboki wdech i pociągnęła za klamkę. Wnętrze wypełniała intensywna woń. Rogu rozejrzała się po ponurym pomieszczeniu, zauważyła długie, ciemne biurko. Podeszła więc do niego, mając nadzieję, że kogoś za nim znajdzie.
- Witam panienkę! – Rogu odwróciła się natychmiast. Stanął przed nią mężczyzna w starszym wieku. Minę miał, można powiedzieć, nieciekawą.
- Witam, ja w sprawię pracy.
- A ogłoszenie z ? – Z początku dziewczyna nie rozumiała. Po chwili jednak przypomniał jej się artykuł, w którym właściciel małej firmy, żalił się na swojego byłego pracownika.
- Właściwie to.. – zaczęła – przeczytałam pewien artykuł w gazecie. Pomyślałam, że przydałby się panu nowy pracownik. – Uśmiechnęła się łagodnie by sprawić subtelniejsze wrażenie. – Pracownik rzetelny i uczciwy. – Dodała.
- Zapewne – Odpowiedział mężczyzna. Obserwował każdy jej ruch w taki sposób, że nawet największy luzak byłby skrępowany. – Masz jakieś referencje?
- Referencje? Ale do czego?
- Do pracy dziewczyno, do pracy… - No tak. Zadała głupie pytanie. Przyszła do pracy nie wiedząc nawet do czego się garnie. Powinna udawać, że wie o co chodzi. Jednak nie miała niczego, żadnych informacji, żadnego CV. Było tylko to co tu i teraz.
- Skoro powiedział, pan, że teraz będzie sprawdzać każdego nowego pracownika, to przyszłam tu na próbę – Wyszczerzyła się, choć była nieco zakłopotana.
- Racja – Potwierdził. – Chodź więc za mną. Daleko mieszkasz? - Zadał pytanie, na które Rogu nie potrafiła odpowiedzieć. Właściwie, to jeszcze nie znalazła sobie miejsca zamieszkania.
- Mieszkam tu, za rogiem.
- Tak? W tym oliwkowo zielonym budynku?
- Dokładnie – Powiedziała z zadowoleniem, że udało jej się nabrać pracodawcę.
- W takim razie jest mały problem. – Rogue spojrzała na staruszka ze zdziwieniem.
- Jest jakiś problem z tym budynkiem?
- Tak, może mało istotny, ale jest. TU NIE MA BUDYNKU ZA ROGIEM! – Wykrzyczał jej w twarz. – To wysypisko – Powiedział już spokojniej. Dziewczyna skrzyżowała ręce na piersi i wbiła wzrok w podłoże.

czwartek, 22 marca 2007|18:07:32
Wpisz się | Zobacz wpisy [5]
Naskrobała Kitty Pryde :]



Jestem chora i źle się czuję, o :(
Postanowiłam jednak napisać nowa notkę, pomimo, że bloga czyta raczej niewiele osób :]

----------------------------------------------------------------------------------

** INSTYTUT**
[Pokój Bobby’ego]

Chłopak usiadł na swoim łóżku. Rogue była jedyną osobą, w której się zakochał. Pamiętał jeszcze ich pierwsze spotkanie. Była taka zagubiona, niepewna swojego. Kiedy pokazał jej swoją moc, oczy jej się rozświetliły. Nie minęło dużo czasu, a dziewczyna tak jakoś się do niego przyzwyczaiła.
Poprawił poduszkę i ułożył się na niej wygodniej. Wzrok skierował w sufit. Nie wiedział, gdzie ma się podziać. Chciałby żeby Marie wróciła, każda jego myśl kierowała się ku niej. Nie wiedział nawet gdzie ma się podziać. Chodzenie bez celu go denerwowało, a takie leżenie i wspominanie wpływało źle na jego samopoczucie.
- Powinienem jej poszukać – Zdecydował. Wstał i podszedł do szafy. Wyjął z niej kilka potrzebnych rzeczy i spakował je do plecaka, potem zwyczajnie wybiegł z pokoju.

**Miasto**

Dziewczyna rozejrzała się za jakąś gazetą. Zobaczyła niebieski pojemnik, ale żal jej było pieniędzy. Nie wiadomo co się zdarzy, potrzebny jej każdy najmniejszy cent. Poszła dalej i ni stąd ni zowąd wiatr przywiał jej kawałek gazety… Podniosła go z chodnika i obejrzała. Niestety zabrakło akurat stron z informacją o zatrudnieniu. Złożyła papier na pół, jej uwagę przykuł spory obrazek, przedstawiający jakiś mały budynek. Przeczytała artykuł zamieszczony pod zdjęciem. „Przyjmując pracowników będę zmuszony kazać im przejść próbę uczciwości”, tak wypowiedział się szef owego budynku. Nie wiedziała co to miała być za praca. Był jednak podany dokładny adres i Rogue nie miała zamiaru przepuścić takiej okazji.

piątek, 16 lutego 2007|12:59:45
Wpisz się | Zobacz wpisy [17]
Naskrobała Kitty Pryde :]



*INSTYTUT (Kuchnia)*

Kiedy Kitty przekroczyła próg kuchni, zobaczyła jeden wielki bałagan. Większość osób pozornie grzecznie jadło, jednak po chwili można było oberwać od takiej osoby ziemniakiem, czy kawałkiem mięsa. Dziewczyna, była zszokowana.
- Leech, chyba zrezygnujemy dziś z obiadu. – Chłopiec kiwnął głową i wyszedł posłusznie z kuchni. Kitty jeszcze przez chwilę przypatrywała się latającym potrawą. Po chwili oberwała kawałkiem mięsa i niemal, że wybiegła na korytarz, mamrocząc coś pod nosem.
- Z pewnością gdybys nie była ze mną, uniknęłabyś teraz tego ciosu, nieprawdaż? – Dziewczyna spojrzała na chłopca i zrobiło jej się go żal.
- Słuchaj, twoja moc jest niesamowita. Wiele osób może dzięki niej wrócić do normalnego życia.
- Ty też tego chcesz? – Kitty spojrzała w sufit, jakby szukając tam pomocy.
- Nie, ja nie chcę. Na początku narzekałam, ale teraz nawet mi się to podoba. Nikomu nie szkodzę, a coś takiego zawsze się przyda. Gorzej tylko, kiedy ludzie patrzą na ciebie z obrzydzeniem. – Chłopak rzucił jej przepraszające spojrzenie. Widać było, że nie chciała o tym rozmawiać. – Ale i takby patrzyli, bo w końcu dla naszego społeczeństwa nie liczy się to kim jesteś, ale ile możesz od siebie dać. – Zza rogu wyłonił się Bobby, jego wzrok wbity \był w podłogę, ręce schowane w kieszenie, a każdy jego następny ruch, sprawiał wrażenie jakby zaraz miał umrzeć. On jej pomógł kiedy była smutna, kiedy tego potrzebowała. Ten wyskok z fontanną i łyżwami przypomniały jej dzieciństwo. Przez chwilę była szczęśliwa. Teraz on potrzebuje pocieszenia, ale czy na pewno potrafi to zrobić? Nawet nie wie co się stało, a nie chce sprawić, żeby było jeszcze gorzej.
- Przepraszam cię na chwilę, Leech. – Rzuciła do chłopca i powolnym krokiem powędrowała do Icemana. Kiedy była już na tyle blisko, że wystarczyło dotkną jego ramienia ręką, żeby się odwrócił zawahała się. Przeszła obok niego szybszym krokiem, lekko go popychając. On jednak nie zwrócił na to uwagi. Był naprawdę w dołku. Nie widział świata po za swoim zmartwieniem.
- Coś się stało? – Odważyła się w końcu. Jednak on nie odpowiedział i szedł dalej. – Bobby! – Nacisnęła, a on obojętnie obok niej przeszedl. Złapała go za ramię, jak miała postąpić wcześniej. On odwrócił się i spoglądając na nim smutnym wzrokiem, uśmiechnął się lekko.
- Nie, nic się nie stało… - Odpowiedział na jej wcześniejsze pytanie i odszedł jakby nigdy nic. Kitty nie zaczepiała go dalej, myśląc, że on po prostu nie ma ochoty jej widzieć.

piątek, 5 stycznia 2007|16:47:19
Wpisz się | Zobacz wpisy [6]
Naskrobała Kitty Pryde :]



"Martwią się bardziej o moje poglądy niż o to, co mogłoby mi się stać. " W końcu było trzeba napisać tę notkę. Kto wie, może niedługo nie będę mogła poruszać kończynami do tego stopnia, że nie kilknę myszką nawet w 'dodaj notkę'
-------------------------

*MIASTO*

Rogue nigdy nie była osobą samodzielną, zawsze potrzebowała czyjejś pomocy. Chciała się określić jako „samowystarczalna”, ale nigdy taka nie była i nie będzie. Szła więc wąską drogą, co chwila omijając przechodniów. Nikt z nich nie wyglądał na osobę chcącą jej udzielić pomocy, a przecież właśnie tego w tej chwili potrzebowała. Ciepłego posiłku, może nawet łóżka, chociaż na jedną noc. Wiatr delikatnie powiewał, rozwiewając jej włosy. Spojrzała na swoje „gołe” dłonie. Zaczęła żałować, że oddała Loganowi swoje rękawiczki, ale czy naprawdę były jej potrzebne? Nie chciała wspominać swojej mocy. Przeklinała ją, uważała, że to ona zniszczyła jej życie. Poczynając od pocałowanego chłopca, aż do dzisiaj po południu. Teraz jest jednak wolna. Wolna od mocy i … przyjaciół. Ludzi, którzy na każdym kroku ją wspierali. Zaczęła sobie uświadamiać co zrobiła, ale przecież nie zawróci, nie po tym co zdążyła powiedzieć i jak potraktowała Bobby’ego. To nie było w porządku, ale myślała, że tak będzie dobrze.
Ktoś szturchnął ją ramieniem, obejrzała się i zobaczyła dwie dziewczyny. Jedna objęła drugą za szyję i uśmiechając powtarzała słowa „jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami i nic tego nie zmieni. Najlepszymi…” Rogue poczuła jak do jej oczy napływają łzy. Szybko potarła dłonią oczy i ruszyła przed siebie. Jednak ciężar torby przy każdym następnym kroku dawał o sobie znać. Puściła w końcu bagaż, rozglądając się dookoła. Przecież powinna mieć jakiś plan, albo chociaż jego zarys. A ona idzie przed siebie, nie wiedząc co ma zrobić. Nawet nie wie, czy rodzice by ją do siebie z powrotem przygarnęli. Chciałaby do nich pojechać, ale chyba lepiej byłoby rozpocząć własne życie. Opuściła rodzinę i gdyby teraz wróciła, oznaczałoby to, że jest na tyle słaba, że nie potrafi nawet o siebie zadbać. Z resztą co by im powiedziała? Straciłam moc, nie mam co ze sobą zrobić, przygarnijcie mnie z powrotem? To nie miało najmniejszego sensu.
„Praca” – To jedyne co jej w tej chwili przychodziło do głowy.

czwartek, 23 listopada 2006|12:49:39
Wpisz się | Zobacz wpisy [5]
Naskrobała Kitty Pryde :]



Bałam się, że skasują mi bloga. ie byłam na internecie chyba z trzy tygodnie jak nie więcej :)

Z góry przepraszam tych którym nie komentowałam notek. Niestety jak już mówiłam nie wchodziłam na internet, gdyż miałam za mało czasu - zdarza się :)

Boże jak mi się teraz słabo pisze.. :(

Miłego dnia :*
niedziela, 29 października 2006|16:30:13
Wpisz się | Zobacz wpisy [2]
Naskrobała Kitty Pryde :]



** LAS **

Rogue przekroczyła już progi instytutu. W ręku ściskała pasek od torby, co chwila poprawiając go na swoim ramieniu. Słysząc ogromny huk, zatrzymała się na chwilę. Kiedy zorientowała się, że na jej przeszkodzie stanęło drzewo, skuliła się, zatykając dłońmi uszy i rzucając torbę gdzieś w pobliżu.
- Tutaj! – Krzyknęła, myśląc że to jakiś drwal zabawia się w pobliżu instytutu. Nikt jednak jej nie odpowiedział, nikt nie podchodził. Nagle zrobiło się strasznie cicho. Nawet ptaki zaprzestały swojego śpiewu. Rogue uniosła głowę do góry, powoli opuszczając ręce. Delikatnie przeszła wzrokiem po pobliskich drzewach i krzewach. W końcu zauważyła jakąś postać siedzącą pod drzewem. Wstała, wyprostowała się i zmierzyła do ów postaci, po drodze zabierając swój bagaż. Mężczyzna, co można było spostrzec po niskim brzmieniu jego głosu, przeklął kilka razy. Marie nie musiała długo zastanawiać się kim jest owa osoba. Podeszła do niego pewniejszym krokiem i uśmiechnęła się lekko.
- Witaj Logan. Chciałam się pożegnać. – Mężczyzna spojrzał na nią z nadzieją. Po chwili jego mina znów przybrała smętny wygląd.
- Czyli znowu chcesz nas opuścić? Nie sądzisz, że to zbyt wiele jak na taką małą dziewczynkę? – Rogue prychnęła i wtopiła wzrok w podłoże.
- Teraz już nie będę mogła wrócić. Nie mam już swojej mocy. – Mężczyzna pokręcił głową.
- Załamujesz się na każdym kroku. Profesor Xavier z pewnością by tego nie pochwalił.
- Od kiedy słuchasz profesora, co? – Dziewczyna spojrzała na niego i lekko się uśmiechnęła.
- Od kiedy ten stary łysol nie może prawić mi kazań. – Wzruszył ramionami i rzucił okiem na otaczającą go przyrodę. Dziewczyna poczuła, że coś ściska jej żołądek. Jej ciało ogarnęła pustka. Spojrzała na swoje dłonie, które wreszcie mogły odetchnąć świeżym powietrzem. Wyjęła z torby rękawiczki i podarowała je Jamesowi.
- Pamiętaj o mnie… - Wymamrotała i pobiegła przed siebie.
- Nie zapomnę, mała. – Ścisnął kawałek odzieży w dłoni i spoglądał na oddalającą się nastolatkę.

** INSTYTUT **

Bobby po jakimś czasie wyszedł z pokoju Marie. Schował dłonie w kieszeni i skulony szedł przez pusty korytarz. Nie zastanawiał się nawet gdzie są wszyscy. Skierował się na podwórze. Kiedy ujrzał trzy nagrobki, stojące obok siebie oczy mu się zaszkliły. Podszedł do największego i przykucnął.
- Zawsze byłeś idealistą. Nie rozumiem tylko, dlaczego to wszystko się tak potoczyło. Miało być dobrze. Zawsze powtarzałeś, że musimy wierzyć w dobro. Ty w nie wierzyłeś i to cię zniszczyło… - Szeptał. – Może gdybyś zamiast działać, czekał aż ludzie sami się otworzą, teraz byś żył?
- Profesor przede wszystkim chciał waszego dobra. Chronił was i chciał, żebyście byli bezpieczni. Nikt nikogo nie zmuszał, żebyście uczyli się w tej szkole. Każdy wybiera własną drogę, tylko niektórych trzeba pod nią podprowadzić. – Iceman odwrócił się natychmiast. Nad nim stała Storm, wpatrująca się w miniaturę Charles’a.
- Rogue odeszła. – Kobieta spojrzała na niego zdziwiona.
- Czemu jej nie zatrzymałeś? Gdzie ona jest? – Rozejrzała się, jakby miała nadzieję, że jeszcze gdzieś ją zobaczy.
- Stwierdziła, że to nie jest miejsce dla niej. Odeszła, a ja nie potrafiłem jej powstrzymać. Wiesz jaka ona jest.
- Co ona teraz zrobi? Nie ma środków do życia…
- Każdy wybiera własną drogę – Powtórzył jej słowa i odwrócił się na pięcie kierując się z powrotem do budynku.

środa, 13 września 2006|15:46:58
Wpisz się | Zobacz wpisy [16]
Naskrobała Kitty Pryde :]



**MIASTO**

- Zawsze będziemy razem. – Erick wpatrywał się w pionki, nie chciał podnosić głowy, uznał że tak będzie lepiej, wygodniej.
„ Tak. Zawsze i nigdy” Mistique uśmiechnęła się szyderczo i ścisnęła dłoń w pięść. Magneto zamknął oczy, jeden z pionków się poruszył. Spojrzał na niego i uśmiechnął się prawie nie zauważalnie. Wstał z miejsca, potrącając Raven. Kobieta nic nie powiedziała, spojrzała na Erick’a ze zdumieniem i uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Masz rację. Nie będę lamentować nad własnym losem. Wezmę się w garść. – Chłopiec, który jeszcze nie dawno stał nad nim obserwując każdy jego ruch, przebiegł obok Magneta uśmiechając się ciepło.
- Koniec FIN DE SECLE (fą de siekl) – Wykrzyknął i spojrzał na zadziwioną Mistique. Kobieta przez chwile wpatrywała się w mężczyznę i kręciła głową, po czym przytaknęła.
- Koniec.

**INSTYTUT* Pokój Rogue*

Dziewczyna odsunęła się od ukochanego. Patrzyła na niego jeszcze przez chwilę. Bobby uniósł dłoń, przysuwając ją do twarzy Rogue i delikatnie głaszcząc jej policzek.
- I tak muszę stąd odejść. Nie jestem już mutantką. – odsunęła od siebie dłoń chłopaka.
- Przestań! Nikt nigdy cię stąd nie wyganiał i nie będzie! Zostaniesz tutaj z nami. Nie wytrzymam Twojej następnej ucieczki – uśmiechnął się do niej. Dziewczyna odwróciła głowę, tak aby nie zetknąć się wzrokiem z Bobby’m.
- Masz jeszcze Kitty.
- Nie rozumiem. – Chłopak stanął wyprostowany. – My się tylko przyjaźnimy – Dodał szybko, przypominając sobie ostatnie zdarzenia. – Czuła się samotna, zaczęła wspominać swoje dzieciństwo. Zrobiło mi się jej żal, nie chcesz chyba żeby była smutna, prawda? – Próbował spojrzeć Rogue w oczy. – Poszliśmy na lodowisko, żeby jakoś odreagowała. Sama wiesz, że ostatnio za wiele się wydarzyło. – Marie kiwnęła głową.
- To umilicie sobie czas. – Spojrzała za siebie na spakowane rzeczy. Wzięła walizkę do ręki. – Wracam do domu.
- Przecież uciekłaś.
- To pojadę gdzie indziej, nie ważne gdzie. – Zaszkliły jej się oczy.
- Pojadę z Tobą.
- Nie chcę. – Odwróciła się na pięcie i wyszła z pokoju. Chłopak chciał za nią pobiec, zatrzymać ją, ale uświadomił sobie, że i tak nie zmieni jej decyzji. Usiadł na łóżku i czekał nie wiadomo na co.

wtorek, 15 sierpnia 2006|12:34:56
Wpisz się | Zobacz wpisy [25]
Naskrobała Kitty Pryde :]



**MIASTO**

- Nie musisz nic mówić – Raven pogłaskała mężczyznę po dłoni. Wiatr powiał w jej stronę, zamknęła na chwilę oczy i spojrzała na szachownicę. Zauważyła, że pionki są metalowe. – Tu już nic nie pomoże, Erick.
- Ale mi się udało. To poszło.. ja.. – Zaczął plątać się we własnej opowieści. Kobieta potrząsnęła głową. Magneto spoglądając na jej wyraz twarzy posmutniał i znowu opuścił głowę.

**INSTYTUT**

- Kitty, jak ten wielki mutant się do ciebie zbliżał, bałaś się choć trochę? – Zagadał chłopiec.
- Nie Leech. W tamtej chwili myślałam tylko o tym aby wykonać swoje zadanie. – Minęli kilkoro uczniów. Większość była poubierana na czarno. Obchodzili jeszcze żałobę po Profesorze, Jean i Cyklopie. Jakaś dziewczyna idąc korytarzem, zaczęła pochlipywać. Kiedy przechodziło się obok otwartych okien, można było poczuć, jak zapach kwiatów oplata całe ciało. Większość, jak można było zauważyć, przypominała sobie dobre i złe chwilę ze zmarłymi. Niektórzy, jak Kitty twierdzili, że jest to piękny zapach kwiatów i nie warto nad nimi płakać. Roślina to nie ludzie i nie powinniśmy mylić wspomnień, z tym co oni pozostawili po sobie…
- O czym myślisz? – Zapytał chłopiec, widząc zadumaną towarzyszkę.
- O niczym, chodź na obiad. – Podprowadziła chłopca prosto „pod” stół.

**LAS**

Wolverine nigdy nie ruszał się bez maszyny Scott’a, która niebawem stała się jego motorem. Teraz jednak, uznał za słuszne, zostawić mechanizm w garażu. Wolał się przejść, powspominać dobre chwile. Chciał mieć czas tylko i wyłącznie dla siebie. Kiedy ujrzał pierwsze drzewa w lesie od razu przypomniała mu się Jean. Dziewczyna stała na podwyższeniu, wpatrywała się w gromadkę ludzi. Zetknęli się wzrokiem, a jej spojrzenie było… puste. Bez żadnych uczuć. Może ona go nigdy nie kochała? Zwodziła go tylko, a on jak ten głupi skakał u jej boku.
Mężczyzna wysunął pazury i wbił je w jakieś drzewo. Wydał z siebie okrzyk, mający na celu wyswobodzenia się z tych wspomnień. Zszedł ciałem do pozycji siedzącej. Jeszcze kilka razy walił pięścią o pień drzewa. W końcu przestał i zakrył twarz dłońmi.
„Robimy coś dla dobra innych, żeby potem żałować tego przez całe swoje życie.”

wtorek, 25 lipica 2006|19:13:37
Wpisz się | Zobacz wpisy [15]
Naskrobała Kitty Pryde :]



**INSTYTUY**

Zamykając drzwi, dziewczyna usłyszała za sobą ciche sapanie. Odwróciła się natychmiast. Zobaczyła Leecha.
- Cześć – Uśmiechnęła się do chłopca. Leech był wyraźnie zmęczony.
- Biegłem.. Chciałem.. z Tobą.. pogadać. – Dokończył biorąc pod koniec głęboki wdech. Dziewczyna oplotła jego szyję ramieniem i szeroko się uśmiechnęła.
- Nie ma sprawy. – Powiedziała i razem zeszli do salonu.

GANEK

Logan jeszcze przez dłuższy czas stał, wpatrując się w przestrzeń. „Nie mogę zrozumieć, dlaczego. Giniesz już po raz drugi…”. Pokręcił głową, patrząc w niebo.
- No, no, no… Co ja tu widzę? Od kiedy jesteś taki sentymentalny, Logan? – Mężczyzna odwrócił się i zobaczył Beast’a.
- Odczep się! – Warknął. Minął Mc Coya i ruszył w stronę lasu.

**MIASTO**

Promienie słoneczne oplatały jej ciało. Chwilami wiatr „wplątywał” jej się we włosy. Szła przed siebie z głową opuszczoną do dołu. Co chwilę zaczepiał ją jakiś mężczyzna, szeroko się do niej uśmiechając. Ona jednak ani drgnęła, jakby nie widziała nikogo i niczego po za swoimi myślami.
- To niemożliwe… - Usłyszała znajomy głos. Nie uwierzyła. Był za cichy, jakiś przygaszony. Odwróciła się jednak. Ujrzała go. Nie był taki jak wcześniej. Jakiś przygaszony, smutny… Włosy opadały mu na pionki. Gdzie ta pewność siebie? Gdzie ta iskra, która tak ją pociągała. Zgasła.
Podeszła do mężczyzny, kładąc mu rękę na ramieniu.
- Opuściłeś mnie, a teraz sam stałeś się tym, czego tak bardzo nie nawiedzisz. – Powiedziała ze smutkiem. Magneto złapał za jej dłoń, jakby chciał powiedzieć „przepraszam”.
- Mistique… - Zaczął, ale nie dokończył.

czwartek, 29 czerwca 2006|13:38:51
Wpisz się | Zobacz wpisy [32]
Naskrobała Kitty Pryde :]



*** INSTYTUT ***

- Logan? Co robisz? – Zapytała Storm, widząc jak mężczyzna stoi spokojnie na ganku. Wolverine nie spojrzał w jej stronę, wciąż wpatrywał się w jeden punkt, nie odwracając od niego wzroku.
- Wspominam profesora. – Kobieta podeszła do niego i złapała za jego ramię.
- Wszystkim nam go brakuje. – Spojrzała w dal, jakby próbowała odnaleźć punkt, w który tak namiętnie wpatrywał się James. Jej oczy powędrowały na jego smutną twarz.
- Brakuje ci JEJ, prawda? – Zapytała i pokręciła głową.
- Nie oto chodzi. – Oparł ręce na barierce. – Mogłem sprawić żeby żyła. Jednak ją zabiłem. – Logan posmutniał jeszcze bardziej. Ororro spojrzała ostatni raz na niego i wróciła z powrotem do instytutu, zostawiając James’a samego. Zamknęła szklane drzwi i spojrzała w chmury, które powoli zaczynały szarzeć. Nagle wszystko ustąpiło. Kobieta spojrzała za siebie.
- Leech? Co tutaj robisz? – Dziecko delikatnie się uśmiechnęło.
- Przepraszam. Szukam Kitty. – Powiedział cicho i odszedł.

Słychać pukanie do drzwi. Dziewczyna w końcu nie wytrzymując wchodzi do środka. Widzi jak Bobby i Rogue się całują. W pierwszej chwili chciała krzyknąć. Jednak nic się nie działo. Zupełnie nic. Jakby Rogue nie miała już swojej mocy. Shadowcat patrzyła na nich zdumiona. Dopiero po chwili wyszła i ostrożnie zamknęła drzwi.

*** GDZIEŚ W ŚRODKU MIASTA ***

- Co pan robi? – Zapytał mały chłopiec. Magneto nie odrywając wzroku od szachownicy i pionka, który minimalnie się poruszył, burknął tylko „nic”. Chłopiec jednak nie ustępował. Stał nad mężczyzną i przyglądał mu się uważnie. Eryk wyciągał dłoń, próbując przesunąć następne pionki.
- Próbuje pan być mutantem? To nie taki łatwe… Próbowałem. – Powiedział chłopiec i odbiegł. Mężczyzna powędrował za nim wzrokiem.

sobota, 3 czerwca 2006|17:15:57
Wpisz się | Zobacz wpisy [22]
Naskrobała Kitty Pryde :]